Koniec marzeń o zbawicielu


Mentalnie otoczenie jest tak poukładane, że w kwestiach osobistych zdajemy sobie sprawę z przełożenia zaangażowania, wiedzy i umiejętności na osiąganie założonych celów. W kwestiach publicznych w generalnej większości czekamy na „zbawiciela”. Na tą jedną osobę, w której będzie się zamykać całość odpowiedzi, decyzji i działań, które zrobią wszystkim jak trzeba i wszystko co trzeba. Nie inaczej jest w Bochni.

Z jednej strony mamy wiele przypadków osób, które dzięki swojej pracowitości i pomysłowości osiągają sukcesy na poziomie krajowym a nawet światowym. O tych sukcesach częstokroć lokalnie nikt nie mówi, nie mówiąc już o próbach zaprzęgnięcia tej energii w tworzenie przestrzeni publicznej. Wokół tych prywatnych pasji i pomysłów tworzą się grupy i organizacje, które stopniem zorganizowania i skuteczności potrafią osiągać cele ponad lokalny/osobisty kaliber. Bocheńska diaspora sukcesu potrafi naprawdę robić wrażenie.

Z drugiej strony mamy przestrzeń publiczną, która w wielu miejscach niedomaga, a nawet doskwiera i przez wszystkie przypadki odmienia się pytania co z tym począć. Cały czas dominujące jest marzenie o osobie, która „przyjdzie” i zrobi „porządek”. Tej osobie, która wszystko wymyśli, załatwi, ogarnie, nakaże, określi, odpowie, wyegzekwuje, zbuduje, będzie wszędzie i z każdą sprawą pomimo tego, że ma tak jak inni tylko 24 godziny. Ta sytuacja jest wygodniejsza nie tylko dla poszukujących takiej osoby, ale i dla osób aspirujących do takiej roli. Łatwiej jest zamknąć kondycję złożonych systemów w jednej osobie, niż zrozumieć i ocenić system złożony z wielu podmiotów i całej sieci relacji między nimi.

A przecież prawda jest taka, że taki rozległy system jakim jest miasto może zmienić jedynie działanie dużej grupy. Tylko wtedy można liczyć na osiągniecie określonych efektów. O wiele mniejsze szanse na zmianę będą gdy nawet najmądrzejsza i najsprawniejsza pojedyncza osoba zabierze się za zmienianie otoczenia. Jeżeli marzymy o czystym mieście, to łatwiej to zrealizować, jeżeli tysiące mieszkańców postara się produkować jak najmniej odpadów, a już powstałe jak najlepiej zagospodarowywać i jak najsprawniej usuwać pozostałości. Na nic pragnienia o czystym powietrzu, jeżeli tak duża ilość mieszkańców nie będzie dbała o czyste spalanie albo będzie palić śmieciami. Na nic pragnienia o pięknej przestrzeni, jeżeli większość nie będzie zwracać uwagi na rozmiar czy kolorystykę reklam na bocheńskich fasadach. I tak można mnożyć przykłady.

Konkluzja jest następująca – wszyscy powinni mieć szansę na zapoznanie się danym zagadnieniem, tysiące zaczną dostosowywać swoje zachowanie, setki stwierdzą że to będzie jeden z priorytetów w ich postępowaniu, kilkudziesięciu będzie działało na rzecz popularyzacji takich postaw, a na końcu z tych kilkunastu kilku będzie miało szanse kształtowania systemu pod dane zagadnienie.

Jako podstawę działania REAKTORA B7 przyjęliśmy tworzenie struktur, promujących działania w małych społecznościach, opracowujemy projekty i zachęcamy innych do tworzenia własnych, a o efektach tych prac opowiemy Wam więcej już niedługo.

Tak,  to właśnie nazywa się ruchem oddolnym!